Nawet 100 Nob;li nie zniszczy klasy Lecha.

Cze 29, 2012   //   by Bartosz Józwiak   //   Aktualności  //  Brak komentarzy

Nie tak dawno Polacy znów odzyskali rekord Guinessa w kategorii najdłuższa deska świata. Wrócił on na polskie Kaszuby. Ale nie to było zdaje się najistotniejszym wydarzeniem tego dnia. Moim zdaniem deskę giganta przebiła była para prezydencka „Bolek” (oj, przepraszam Lech; jak to człowiekowi utkwi w głowie, taka niewybredna, fałszywa informacja) i Danuta Wałęsowie. „Złotousty Lech” (znany nam ze swego krasomówczego talentu i niezwykle trafnych oraz zawsze „dopasowanych idealnie do sytuacji” bon motów; ja na ten przykład pamiętam jak swego czasu prasa opisywała jego wypowiedź, w której relacjonował swe wrażenia z pobytu u Królowej Elżbiety, nawiązując do tego, iż w jego alkowie było tak duże łóżko, że nie mógł w nim znaleźć swej Danki. Jak zwykle błysnął klasą i kulturą na najwyższym poziomie, a szanowna małżonka, autorka (no, trochę ta nazwa na wyrost, bo jednak pomoc przy pisaniu była, zdaje się, kluczowym elementem umożliwiającym powstanie dzieła) poczytnej, acz wyjątkowo gniotowatej książki, zwanej autobiograficzną, nie pozostała mu dłużna. Wyszła z tego całkiem intelektualnie dobrana para. A że poziom taki wysoki? Cóż, swego czasu Polacy chcieli mieć na stołku osobnika podobnego sobie, więc do dziś funkcjonuje on gdzieś w przestrzeni publicznej. Czy wiele się zmieniło dziś? Nie sądzę patrząc na to, kto zasiedla dziś ten stołek. Ale przejdźmy do rzeczy i oddajmy głos świadkom wydarzenia oraz naszej cudnej parze.

„W sobotnie popołudnie wszyscy w Szymbarku zaciskali zęby i kciuki. Ostatnie pociągnięcia piłą powierzono Danucie i Lechowi Wałęsom. Była para prezydencka w błysku niezliczonych fleszy i pod okiem kilkunastu kamer chwyciła żwawo za wielką piłę – prezydent na dole pośród sypiących się z góry trocin, na górze małżonka przy pomocy pilarzy.”

A po ciężkiej pracy nasz „nieoceniony krasomówca” i jego „małżonka-pisarka” uraczyli wszystkich taką oto niezapmnianą puentą:

„- Takiego rżnięcia jeszcze z żoną nie miałem – powiedział zadowolony noblista. – Nareszcie ja byłam na górze – żartobliwie ripostowała była pierwsza dama”

(Źródło: http://kartuzy.info/wiadomosc,12623,Szymbark-L-Walesa-Takiego-rzniecia-jeszcze-z-zona-nie-mialem.html)

Kiedyś pewien trener piłkarski (Łazarek Wojciech zwany w środowisku pieszczotliwie „Baryłą”, współautor pierwszych tytułów mistrzowskich dla Lecha Poznań i bohater nieudanej przygody z reprezentacją Polski – choć w tej kategorii akurat od 1982 r. wszystkie przygody były dość dramatyczne) raczył był poetycko określić grę swojej drużyny (chyba była to akurat Wisła Kraków) mówiąc: „…aż jądra składały się do oklasków …”. Które to stwierdzenie potwierdzał niebywała rubaszność Pana Wojciecha.
My zaś po opisanym wyżej oralnym występie byłej pary prezydenckiej możemy się zaś zapytać, nawiązując do ducha rubaszności trenera Łazarka: a co składa się do oklasków dla Państwa Wałęsów?
Na zdrowie. Świat się śmieje.

Dr Bartosz Józwiak
Prezes Unii Polityki Realnej

Comments are closed.