Kto tak naprawdę przegrał te wybory?

Sie 31, 2011   //   by Redakcja   //   Artykuły, Komentarze, Publicystyka  //  Brak komentarzy

Mam za sobą dość długą noc i moc nowych, choć smutnych doświadczeń. Jeszcze nie zbliżała się nawet godzina 24, gdy co bardziej niecierpliwe media (z niezawodną w takich sprawach Gazetą Wyborczą na czele) odtrąbiły, z niebywałą radością, klęskę polskiej prawicy. Wreszcie! System wyborczy, od wielu lat budowany dla utrwalenia układu odpowiedniego dla lewackich elit, zadziałał tak jak powinien! Przez sito nie przecisnęli się konserwatyści, wolnościowy, narodowcy!

Wreszcie Polacy będą mogli w prawdziwie demokratycznej atmosferze wybierać spośród koncesjonowanych: sprzedawczyków, zdrajców, cyników, nieprawdomównych, socjalistów, pustych, nieudolnych czy fałszywych itp. person, odzwierciedlających klasyczne ideały dzisiejszego świata. Ot szczyt wymarzonej demokracji nastąpił. Żaden paskudny prawicowiec nie będzie zakłócał sielanki!

Ale to są tak naprawdę stwierdzenia mocno przesadzone i podszyte fałszem. Polska prawica, rzeczywiście nie odniosła sukcesu i to jest jakiś rodzaj porażki. Ale warunki bitwy były takie, że wygrać było niezwykle trudno. Oczywiście, można było nie stawać w szranki wyborcze, bo te niesprawiedliwe i antydemokratyczne warunki były znane od początku. To byłoby jednak nieetyczne i niehonorowe. Trzeba toczyć walkę w warunkach, jakie się zastanie. I ta rękawica została podjęta. Polska prawica przegrała kolejną bitwę, a nie wojnę. Pewne, zaznaczające już przed wyborami syndromy działań jednoczących będą teraz silniej kontynuowane. Szybkie przeformowanie i nowe otwarcie da dużo czasu (3 lata) aby zbudować poważną siłę.

 

Przyczyn braku sukcesu może być kilka. Otóż można zakładać, iż prawica ideowa jest kompletnie nie potrzebna w dzisiejszym, postmodernistycznym, bezrefleksyjnym i hołdującym miernocie oraz bylejakości świecie. Świecie bez ambicji i bez wartości, skupionym tylko na hedonistycznym upodobaniu do materialnego sukcesu i radości dnia codziennego. Można powiedzieć, komu dziś potrzebne rozważania moralno-etyczne, honor, wolność, własność, sprawiedliwość, uczciwość, Naród. To wartości z dawnych epok. Obciach. Wstecznictwo. Kto dziś chce ratować każde ludzkie życie, nawet to kruche i niewidoczne, bo tlące się jeszcze w organizmie matki? Kto chce bronić wartości konserwatywnych, w czasach, gdy nawet Kościół w wielu przypadkach odwraca się od piewców tych wartości lub często boi się wejść w konflikt ze światem materializmu w obronie głoszonych kiedyś śmiało i z podniesionym czołem wartości? Kto chce wolnej gospodarki w czasach, gdy łatwiej dać łapówkę, wejść w układy kolesiowskie czy załatwić po znajomości? I trudno się nie zgodzić z takim poglądem. To, za co kiedyś warto było oddać życie, dziś staje się śmiesznością.

Czy nie ma już ludzi czekających na idee prawicowe? I tu można przytoczyć opinię Janusza Korwin-Mikke, który bardzo śmiało diagnozuje, że opisane wyżej wartości nie mogą tryumfować, gdyż, zaledwie 20% społeczeństwa jest w stanie rozumieć argumenty i myśleć refleksyjnie oraz analitycznie. Reszta ma być niezdolną masą, kierującą się dość prostym przekazem płynącym ze świata celebrytów i pseudosalonu. Analizując wyniki poszczególnych wyborów, ten pogląd zdaje się nawet zyskiwać potwierdzenie. Jednak, myślę, że nie jest on tak do końca prawidłowy. Twarde trzymanie się tego poglądu, w konsekwencji musiałoby prowadzić do tego, iż z góry zakładamy porażkę prawicy. Diagnozujemy ostatecznie niemożność odniesienia sukcesu metodami demokratycznymi. Ale jednak Pan Janusz startuje w wyborach i co jakiś czas głosi możliwość odniesienia sukcesu. Tak więc myślę, że sytuacja może i jest zbliżona do tej, o jakiej pisze JKM, ale ta pozostała masa nie jest jednolita i drzemią w niej pokaźne możliwości.

Czyli możliwe jest przejęcie rządu dusz nad jej częścią. Pojawia się tylko kwestia tego, jaką techniką te możliwości wykrzesać. I tu możemy wieść długie spory i robić kolejne doświadczenia wyborcze na żywym organizmie społeczeństwa (tyle tylko, że nasz czas szybko ucieka). Jeśli uznamy niejednolitość owych 80% społeczeństwa, to będziemy wiedzieli, że nieprawdą jest stwierdzenie, że Polska nie potrzebuje dziś prawicy i jej idei. Wręcz przeciwnie. Potrzebuje ich bardzo mocno. Tak jak chory niekiedy potrzebuje lekarstwa, które w malignie początkowo odrzuca.

Z drugiej strony można uznawać, iż Polacy chcą ograniczenia sceny politycznej do dychotomicznego układu 2 zantagonizowanych partii. Że jest to układ odzwierciedlający faktyczny stan twardego podziału społeczeństwa na dwa obozy. Ten „układ wojenny” jest jednak raczej narzucaną na społeczeństwo kalką wyobrażeń obu wiodących partii. Dziś i jednym i drugim nie w smak byłoby ani to, by zabrakło tego drugiego przeciwnika (PO i PiS muszą się nawzajem mieć), ani tym bardziej to, aby pojawiła się w Sejmie prawica. To by burzyło dwa elementy ich gry: pokazania, że tylko na lewo jest alternatywa koalicyjna, a przesunięcia ideowe w tym kierunku są konieczne („zobaczcie, nie ma alternatywy”) oraz uzurpacji sobie miana do bycia prawicą (nie ważne poglądy i idee; „zobaczcie na prawo od nas nie ma w Sejmie nic, więc to my jesteśmy prawicą”; z radością wielu dziennikarzy uzna PiS za skrajną prawicę, a PO za konserwatystów czy też gospodarczych liberałów, chętnie przesuwając całą scenę polityczną w lewo).

Stąd ciągłe przesłanie płynące od „wielkiej czwórki”: każdy głos oddany nie na nas jest zmarnowany” (tu czasami pozwala się jeszcze fasadowej partii pozaparlamentarnej, jak np. w tych wyborach PJN także dostać kilka głosów – patrz wypowiedź Posła Kłopotka – bo to stwarza pozory równych szans, a jednocześnie daje kontrolę – te głosy musi dostać zawsze ugrupowanie niegroźne, wywodzące się z układu i trzymane w garści). Dlatego i ten pogląd o potrzebach Polaków nie do końca jest faktem. Polacy nie chcą takiego układu on jest tylko wynikiem skutecznej propagandy. Pięknie widać tu, że tzw. polska demokracja to rządy mniejszościowych zaklinaczy nad zahipnotyzowaną większością. Prawica mogłaby przerwać ten stan hipnozy i „wywrócić stolik do brydża”. A na to nie można sobie pozwolić.

Wreszcie można, i to jest najważniejsza przyczyna, tego, że prawica walczyła jak nigdy, a przegrała jak zawsze, wskazać, jako sprawcę braku sukcesu system wyborczy. Ten misternie wykoncypowany kiedyś w umyśle Ludwika Dorna, a później wprowadzony w życie i cyzelowany przez lata majstersztyk, jest jednym z największych szkodliwych elementów w Polsce. Finansowanie partii politycznych z budżetu państwa, nie tylko nie rozwiązuje żadnej mitycznej korupcji (kto chciał i tak sobie weźmie na lewo), ale pozwala systematycznie betonować scenę polityczną do wielkiej czwórki bezpiecznie patrzącej w przyszłość. Powiedzmy sobie jasno: „my robimy kampanię za nasze pieniądze, i oni także robią kampanię za nasze pieniądze” – jak to świetnie ujął Marek Jurek. Brutalne, ale prawdziwe. Absurdalne i rygorystyczne przepisy o darowiznach dla partii politycznych i ich rocznych wysokościach, zabezpieczają druga flankę. Dziś żadna partia pozaparlamentarna, choćby nawet znalazła hojnego milionera, to nie może dostać od niego wsparcia finansowego pozwalającego dogonić partie kradnące nasze pieniądze w formie budżetowych dotacji. Choć byś chciał, nie lzia! Dalej, przepis o konieczności zbierania podpisów. To już kuriozum kompletne. Musisz zebrać tyle, a tyle podpisów, abyś mógł startować. Ciekawa wolność i demokracja. System decyduje ile ma być podpisów, a więc system decyduje, spośród kogo będą wybierać wyborcy/. Majstersztyk.

A społeczeństwo cięgle myśli, że to ono decyduje. I na koniec brak okręgów jednomandatowych. Układ ten świetnie cementuje partyjny beton i zabija wszelkie myślenie. Bierny, mierny, ale wierny, zawsze ma szansę na start, a ludzie o własnym zdaniu muszą być wycięci. Centrala ma pełnię władzy. Ale też jeszcze jedno: wielu startując wie, że i tak się dostanie, więc tak naprawdę mają w głębokim poważaniu merytoryczność kampanii. Oni tylko celebrują własne osoby, a wyborca jest tu bezwiednym dodatkiem. Ot, kwiatek do kożucha. Marek Jurek mocno podkreślający ten wątek, miał stuprocentową rację. Trafił w samo sedno i istotę tej gry. Prawica w Parlamencie, byłaby niebezpieczna, bo mogła dać alternatywę zniewolonym umysłom i stłamszonym posłom. Dlatego za wszelka cenę musiała być zniszczona. PiS i PO zamiast walczyć ze skrajna lewicą wolą niszczyć każdy element prawicowy. Lewica to potencjalny koalicjant, a prawica zdaje się im jawić jako groźny wróg. Jeśli do tego dodamy maksymalnie krótki czas na zbieranie podpisów i kampanię (namiestnik Komorowski wprawdzie nie potrafi napisać słowa po polsku, aby nie zrobić w nim błędów ortograficznych, ale w utrudnianiu życia opozycji, wspieraniu własnej partii i usłużności wobec jednego z sąsiadów Polski, nie ma sobie równych), to efekt może być tylko jeden. I tu właśnie leży główna przyczyna wypchnięcia polskiej prawicy na margines. W tych wyborach, system wyborczy pokazał, że został doprowadzony do perfekcji. Nikt się nie przemknął. Czy w takim układzie musimy zacząć myśleć o metodach niedemokratycznego sięgnięcia po władzę? Nie wiem.

Kończąc mogę powiedzieć, że jeśli ktoś poniósł porażkę, to niestety system wyborczy i po raz kolejny Polska.

System wyborczy, gdyż wyalienował sporą część społeczeństwa i ostatecznie ustalił, że po wsze czasy w Polsce ma rządzić mniejszość. Polacy dostaną jedynie pozory wyboru (albo tyfus albo dżuma). Brawo Ludwik Dorn, ojciec założyciel tej perfekcyjnej broni!

Ale i Polska, gdyż dzięki fatalnemu systemowi wyborczemu (perfidnie skonstruowana machina utrwalająca układ) przez kolejne lata nie będzie miała w swoim Parlamencie prawicy ideowej. Ba nie będzie miała w ogóle żadnej prawicy. Polacy zaś będą znów skazani na oglądanie ordynarnych uśmieszków Donalda Tuska, bukietów kwiatów i uniesionych do góry kciuków nieudacznego ministra Grabarczyka, kreatywnej księgowości Pana Rostowskiego, gołych nóg żenującej minister Hall, dobijających polską naukę reform Pani Kudryckiej, być może także kolejnych spotkań biznesu i PO-wskiej „postpolityki” na cmentarzach oraz słuchać fantastycznych opowieści minister Kopacz o tym jak to przekopywano miejsce katastrofy w Smoleńsku. Będą też musieli oglądać niemrawą i nieskuteczną tzw. opozycję, skacząca tak jak zagra im PO. A im samym, Polakom, pozostanie tylko ta sama, lub większa drożyzna, cięgle wyższe podatki, zagrabianie oszczędności, niższe emerytury, dalsze ograniczanie wolności, rosnące zadłużenie i niekiedy śmierć w długiej kolejce do lekarza. Bardzo smutny jest bowiem świat, jaki mają nam do zaoferowanie partie lewicowe i centrowe jakie startują w tych wyborach. Dlatego ja, na dzień dzisiejszy myślę, że nie będę głosował w wyborach do Sejmu w tym roku (będę wspierał pojedynczych kandydatów do Senatu) i że będę zachęcał do takiego kroku wszystkich. Dziś bowiem nie widzę już mniejszego zła. Został tylko wybór tego lub tamtego zła (choć oczywiście powierzchowność może pokazywać, że jedno, jest nieco gorsze od drugiego).

Dr Bartosz Józwiak

Prezes Unii Polityki Realnej

za: www.upr.org.pl

www.polacy-online.pl

 

 

.

Skomentuj