I znów zapłaciliśmy za zabawę innych.

Paź 15, 2011   //   by Bartosz Józwiak   //   Blog, Komentarze, Publicystyka  //  Brak komentarzy

Jak donoszą media, około 75 milionów złotych wydały na minioną kampanię partie, które utrzymują się z dotacji budżetowych. Jednym słowem, po raz kolejny, bezczelnie ukradziono z naszych kieszeni gigantyczną kwotę pieniędzy.

Oczywiście najwięcej wydała „partia miłości” bo aż ok. 29 mln., ale niewiele mniej kosztowała nas kampania PiS (ok. 25 mln.) czy SLD (ok. 20 mln.). „Łaskawy” dla naszych portfeli PSL skubnął nas „jedynie” na ok. 11 mln. Jakże więc aktualnie brzmi dziś przesłanie świetnego tekstu Macieja Juchno, zamieszczonego w trakcie kampanii wyborczej na stronie www.konserwatyści.pl oraz na stronie głównej Unii Polityki Realnej, mówiący o tym, że za każdy materiał partii, która dostanie się do Parlamentu, to ty podatniku zapłacisz z własnej kieszeni. Fałszywe napisy na bilbordach informujące o tym, że materiał został sfinansowany z pieniędzy KW takiej, a takiej partii, autor proponował zastąpić prawdziwym zdaniem mówiącym: „jeśli zostanę wybrany, ty zapłacisz za ten bilbord” (w zasadzie, w przypadku partii zasiadających w Sejmie w minionej kadencji, można by śmiało napisać: „za ten bilbord już raz zapłaciłeś, a jak mnie wybiorą, zapłacisz drugi raz”).

Popatrzmy jednak dalej. Za same filmy reklamowe PO zapłaciliśmy z naszych kieszenie aż 8,88 mln zł ! A zaznaczam, że ta „prawdomówna partia” była największą zwolenniczką zakazu emisji spotów wyborczych. Krótka pamięć? Dokładnie tak jak w przypadku wszystkiego, co powie lub obieca to ugrupowanie. Na tle „partii miłości” inni konkurenci wyglądają jak asceci: PiS wydało 3,77 mln., SLD 3,59 mln., a PSL 162 tys.

Liczby nie kłamią. Fakty są nieubłagane. A jednak ludzie kompletnie nie potrafią dostrzec tego rabunku. Nie chcą zobaczyć, że utrzymywanie partii politycznych z budżetu państwa, czyli z naszych podatków, to wyjątkowa nieuczciwość. Dlaczego mam utrzymywać partie, na które nie głosuję (moja UPR nic z budżetu nie pobiera; podobnie jak szereg innych ideowych partii pozaparlamentarnych). Porównując te dwa światy każdy sam może zobaczyć gdzie tak naprawdę jest prawdziwe oddanie ideom. Rację ma Marek Jurek mówiąc o paradoksie partii pozaparlamentarnych i ich wyborców: „my robimy kampanie za swoje pieniądze, ale i oni (partie pobierające subwencje z budżetu państwa) także robią kampanie za nasze pieniądze”. Płacimy dwa razy, bo chcemy wybierać partie ideowe!

Z drugiej strony, dlaczego w ogóle mamy utrzymywać z przymusu jakąkolwiek partię? Datki na ugrupowania polityczne powinny być oparte na dobrowolności. To partie powinny walczyć o darczyńców i płacących składki członków oferując im atrakcyjne programy, uczciwość i wiarygodność. Dopóki nie zniknie skandaliczny proceder zmuszania obywateli do płacenia za partyjne zabawy ugrupowań parlamentarnych i fundowanie im darmowych igrzysk, dopóty nie skończy się dyktat partyjnych central i pariokracja. Dopóty w Polsce głos obywatela, oddany w wyborach, nie będzie nic znaczył.

Tylko kompletna zmiana ordynacji wyborczej oparta o likwidację progów wyborczych, barier wykluczających swobodny star w wyborach, wprowadzenie wyborów w okręgach jednomandatowych, a także odcięcie partii od pieniędzy budżetowych, stworzy w Polsce podstawy do budowy społeczeństwa obywatelskiego i upodmiotowi wyborcę. W przeciwnym razie politycy nadal będą bawili się na nasz koszt, a my będziemy w oczach biednieli.

Przychodzi mi na myśl dobrze obrazujące tą sytuację zdanie niesławnego Jerzego Urbana: „rząd się jakoś wyżywi”.

Tak, politycy dadzą sobie radę i to świetnie. Rachunek zapłacimy każdorazowo my.

dr Bartosz Józwiak
prezes Unii Polityki Realnej

Skomentuj