Pluszowy Miś! Poszukiwany żywy lub martwy!

Paź 14, 2011   //   by Bartosz Józwiak   //   Artykuły, Blog, Publicystyka  //  Brak komentarzy

Chore umysły unijnych technokratów nie znają granic głupoty. Najpierw walczono z krzywizną banana, stworzono ślimaka-rybę (Linneusz i Darwin zapewne oniemieli – ale jest szansa, że słynny łódzki biolog-marszałek, jakoś to przetłumaczy na nasze, choć zna się głównie na owadach), a marchew musiała przejść transformację w owoc, bo inaczej słoiki zapewne nie zniosłyby w swoim wnętrzu zawartości dżemu z tego warzywa (!!!) i pękałyby hurtowo.


Teraz obok tych przysłowiowych już głupot markujących często dodatkowo nieuczciwą konkurencję niektórych krajów (np. banan i Francuskie pojęcie „wolnego rynku”, czyli wolny rynek tak, pod warunkiem, że istnieją preferencje dla nas; taki liberalizm gospodarczy z nad Sekwany, głębią myśli sięgający zdaje się paryskiego motłochu czasów jakobińskich), przyszedł czas na zabawki. Dzieciom, skutecznie już odebranym rodzicom i rodzinom oraz poddawanym wulgarnej indoktrynacji w zideologizowanej, w skali podobnej do czasów komunizmu, szkole, zabierze się teraz część niepoprawnych, zapewne politycznie, zabawek.

I tak na pierwszy ogień pójdą baloniki i papierowe gwizdki rozwijające się w długą tubę. No tak, szkodliwość dmuchania w balonik może być dla dzieci zabójcza (drogówka może spać spokojnie, bo przeszła na alkomaty; ale przecież jakiś nieco mocniej wstawiony delikwent, podczas dmuchania może zadławić się plastikowym ustnikiem, jako żywo podobnym do tego z gwizdków i co wtedy? Zgodnie z pokrętnym, unijnym myśleniem doradzam natychmiastowy zakaz stosowania alkomatów w przypadku stwierdzenia nietrzeźwości kierowcy, dmuchać mogą tylko trzeźwi, albowiem oni nie mają nieskoordynowanych odruchów wciągania i wydmuchiwania powietrza, a przy okazji różnych ustników), a ilość zgonów lub powikłań chorobowych dzieci, związanych z połknięciem takiego gwizdka szacuje się zapewne w tysiącach rocznie. Oj gdyby tak było rzeczywiście! Nie ginęłyby wcale dzieci, które są na tyle inteligentne i pilnowane przez rodziców, aby sobie z gwizdkiem poradzić. Za to, zapewne wyginęłaby cała „elitka” brukselska używająca takich instrumentów na zakrapianych imprezach, za które płaci każdy z nas. Oj, przy ich głupocie, zapewne udławiliby się dość szybko i to w dużej ilości.

Pal licho balony i gwizdki, ale już w kolejce stoją poczciwe, pluszowe misie. Wyjątkowi „zbrodniarze i skrytobójcy”. To przecież „najniebezpieczniejsza bomba biologiczna”. Wypełnione trocinami brudasy nie chcą się myć (o przepraszam dać prać). „Świntuchy”. Do utylizacji z nimi. Ale taka „biologiczna bomba” zostawia trwały ślad w organizmie użytkowniku. Więc pewnie my wszyscy, tulący się w swym dzieciństwie do takich „skrytobójców” jesteśmy już skażeni. Czy my też pójdziemy do utylizacji? A nasi rodzice do więzienia, za narażenie dzieci na utratę zdrowia? Zapewne to jest marzeniem urzędników. Gdzieś tam na dnach pustych głów tli się takie wielkie, nieśmiałe marzenie. Ich raj to świat bez zbędnych petentów, wyeliminowanych i niepsujących do świata idealnego.

Najgorsze jest jednak to, że chora unijna przestrzeń nie znosi próżni. Musi być zapełniona. A boję się, że tego wypełnienia dokona tego jakieś lobby „homo” i przy radosnym pokwikiwaniu biurokratów skupionych przy brukselskim korycie napełnianym z naszych podatków (w tym i zdzieranego z polskich dzieci VAT-u), nasze pociechy dostaną, jako substytut, homolalki, czytanki o tolerancji, a może nawet prezerwatywy i środki antykoncepcyjne (gwizdki podobno mają być zakazane aż do 15 roku życie, więc w zestawieniu z obroną, przez tzw. elitę, ekscesów seksualnych pewnego reżysera z 13-latką, wszystko jest możliwe).

Ciekawy jestem tylko, jakie toksyczne misie towarzyszyły unijnym urzędasom w dzieciństwie oraz czym pokryte były ustniki dmuchanych przez nich baloników, że poczyniły w ich umysłach tak gigantyczne spustoszenie. W kontekście tak galopującego postępu głupoty, jak hymn nadziei brzmi każda informacja o kłopotach UE, które to kłopoty nieuchronnie przybliżają ostateczną śmierć tej chorej, totalitarnej organizacji.

dr Bartosz Józwiak
prezes Unii Polityki Realnej

Skomentuj