Polskie rolnictwo

Mar 31, 2011   //   by Redakcja   //   Aktualności, Publicystyka  //  Brak komentarzy

Polskie rolnictwo może uratować tylko wolność i swoboda gospodarcza. I na wspomnianej konferencji zobaczyłem z radością, że coraz więcej ludzi związanych z rolnictwem zaczyna to rozumieć.

Dzięki zaproszeniu organizatorów, miałem okazję uczestniczyć 13 marca w konferencji zorganizowanej w Poznańskim Teatrze Wielkim z okazji 30-lecia zjazdu zjednoczeniowego i powstania NSZZ RI „Solidarność”. W ramach rzeczonej konferencji miałem również okazję zapoznać się z oczekiwaniami środowiska wiejskiego i wizją polityki rolnej przedstawicieli rządu. Na początku muszę nadmienić, iż zgodnie ze swym utrwalonym powszechnie, cynicznym obliczem Rząd RP, a w jego imieniu Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przysłał na tak ważne obchody 30-lecia organizacji, której członkowie dali ofiarę krwi w walce o wolną Polskę, co najwyżej czwarty garnitur urzędniczy w osobie Pana Podsekretarza Stanu. Czary goryczy i arogancji dopełnił odczytany przez tegoż wysłannika list od Czcigodnego Ministra, w którym było może nawet trochę słów, ale kompletnie zero treści. Dla każdego średnio rozgarniętego człowieka był to rodzaj „gniota” pisanego na tzw. „odczep się”. Bezładny zlepek okrągłych i bezwartościowych zdań oraz jak zwykle typowy dla tego „nierządu” plan, co zostanie zrobione, kiedy wybierzemy ich na kolejną kadencję. Jaka to świetlana przyszłość nas czeka pod rządami/nierządami tych, którzy dotychczas nie zrobili nic (i to jeszcze ukazana w marnej formie; kłamać to się Pan Minister musi jeszcze pouczyć od naszego Premiera). Wstyd i hańba, Panie Ministrze. Ogromny wstyd!!!

Ale nie to miało być meritum mojego tekstu. Otóż, słuchając wypowiedzi ludzi z Ministerstwa Rolnictwa oraz niektórych innych uczestników spotkania, uświadomiłem sobie rozmiar spustoszenia, jakiego dokonała w umysłach ludzi zajmujących się problemami wsi indoktrynacja rządowo-unijno-medialna. Szczęściem – jest jeszcze grupa rolników i działaczy rolniczych, którzy nie są odporni na prawdę i alternatywne modele rozwiązania swoich problemów.

Główną przyczyną takiego stanu wydaje się być sama akcesja do UE i forma jej uzasadniania. Dziś widać jak na dłoni, iż polskie „elity” polityczne po 1989 r. (a w zasadzie ich większość) nie miały żadnej rozsądnej wizji funkcjonowania i rozwoju polskiego państwa, w tym także sektora rolnego. Wychowana w socjalizmie grupa tzw. specjalistów, poza realizacją okrągłostołowej obietnicy uwłaszczenia establiszmentu postkomunistycznego, nie była kompletnie zdolna do samodzielnego rządzenia. Kierowani dotychczas z Moskwy pseudo-przywódcy zachowywali się, jakby władza paliła ich w ręce. A w takiej sytuacji unijna oferta spadła na nich jak złoty deszcz. Dlatego chwycono się szansy wejścia do UE, niczym tonący brzytwy, nie analizując żadnych racjonalnych argumentów za i przeciw. A podejmując decyzję akcesyjną, nie przygotowywano żadnego realnego planu funkcjonowania w ramach struktur unijnych, opartego na rzetelnej analizie formalno-prawnej oraz wizji rozwoju umocowanej w ramach programu realizującego polską rację stanu. Przyjęto zasadę „jakoś to będzie” i bezrefleksyjnie przedstawiano nam nachalną propagandę nadchodzącego dobrobytu. W aspekcie polityki rolnej głównym argumentem stały się tzw. dopłaty bezpośrednie. I ten grzech przeszłości pokutuje do dziś. Czym bowiem są rzeczone dopłaty? To nie jest dla rolnictwa i rolników żaden złoty środek rozwiązujący ich problemy. Zadaniem tego typu funduszy i działań jest kompletne zabicie w środowisku wiejskim jakiejkolwiek samodzielności, innowacyjności, pracowitości i przedsiębiorczości. Tak zdegenerowane środowisko staje się w konsekwencji zakładnikiem rządu czy też unijnej biurokracji, gdyż z czasem przestaje mieć możliwość funkcjonowania bez pomocy tych instytucji. Staje się niczym organizm z zamkniętej hodowli, który zostawiony samemu sobie natychmiast zginie. Tak dziś zdaje się już wyglądać rolnictwo tzw. starej unii. Jego zewnętrzny blichtr jest tylko świetnie przypudrowaną dotacjami maską na twarzy trupa. I to samo nasze rządy chcą zrobić z naszym rolnictwem. Ich nieudolność w stosunku do polityków innych krajów dodatkowo widać w tym, iż nawet w ramach programu uzależnienia rolnictwa od siebie nie są w stanie wywalczyć równego poziomu dopłat dla wszystkich rolników w UE. Nadal bowiem polski rolnik otrzymuje 1 dopłaty otrzymywanej przez rolnika holenderskiego. Nadal nie może wliczać do areału objętego dopłatami obszarów remiz śródpolnych (co w związku z ich bardzo ważną funkcją dla ekosystemu jest powszechne na zachodzie) itp. W ramach zabijania polskiego rolnictwa wprowadzono kwoty mleczne, doprowadzono do unicestwienia cukrowni, ograniczania produkcji rolnej i utrzymywania tejże na granicy opłacalności. Przykładów można by podać bez liku.

Jest też i druga, bardzo przyziemna strona tego typu działań: etaty dla biurokratów, którymi zostają poplecznicy poszczególnych polityków. No i możliwość pobierania łapówek za lepsze miejsca w kolejce, za spojrzenie łaskawszym okiem na dany wniosek itd. Z przerażeniem patrzę dziś na to, że nikogo nie oburzają wszelkiego rodzaju ministerialne i urzędnicze klany, spółdzielnie, rodziny.

Na szczęście jeszcze nie udało się polskich rolników ostatecznie uzależnić od ręcznego sterowania i zdaje się, że coraz większa ich grupa zrozumiała cel takich działań rządów. Bo polskiemu rolnictwu jak powietrza potrzeba wolności gospodarczej oraz zapewnienia równości konkurencji. Nie są potrzebne żadne darmowe dotacje czy dopłaty, które tylko promują nieróbstwo i pomagają zbijać fortuny cwaniakom niemającym nic wspólnego z rolnictwem. Polski rolnik potrzebuje dziś, w ramach UE (skoro już nas tam wepchnięto), zapewnienia takich samych przepisów i warunków funkcjonowania dla wszystkich rolników tego obszaru. Zniknąć powinny bariery celne oraz ingerencja państw i biurokracji unijnej, należy ujednolicić przepisy sanitarne, podatkowe itp., umożliwić swobodę konkurencji w ramach rynku wewnętrznego oraz równy dostęp do rynków zewnętrznych (eksport). W takich warunkach polskie rolnictwo będzie mogło uwolnić wszystkie drzemiące w nim, a dziś tłamszone, elementy indywidualnej przedsiębiorczości. Dodatkowo polski rolnik, ciągle radzący sobie w trudnych warunkach niedofinansowania (bo dziś jest w ogonie kwotowym dopłat bezpośrednich), swobodnie będzie wygrywał z rolnikiem holenderskim, który jest już w zasadzie wspomnianym wyżej „organizmem inkubatorowym”. Równe warunki wypromują najlepszych.

Dlatego w jak najlepszym interesie polskiego rolnictwa są działania na forum UE w celu likwidacji dopłat, wycofania się państw z regulowania gospodarki rolnej i ujednolicenie warunków produkcji rolnej i sprzedaży jej produktów. To musi być priorytet działań naszych rządów, a nie ślepe brnięcie w budowę socjalistycznych barier. Tu należy nadmienić, że problemy przepisów UE to kropla w morzu tego, co produkują nasi miejscowi geniusze. Np. rolnik niemiecki może produkować wędliny, wytwarzać wina czy destylaty. Może też je sprzedawać. Takie opcje naszych rządowych geniuszy już niestety przerastają. Polskie rolnictwo może uratować tylko wolność i swoboda gospodarcza. I na wspomnianej konferencji zobaczyłem z radością, że coraz więcej ludzi związanych z rolnictwem zaczyna to rozumieć. Dlatego priorytetem wydaje się wyjście środowiska konserwatywno-liberalnego z realnym programem dla rolnictwa, skończenie z widocznym do tej pory zaniedbywaniem tej sfery gospodarki. Musimy pokazać rolnikom, że mamy dla nich atrakcyjny program, który da im swobodę działania i nieograniczone możliwości rozwoju, który pozwoli im godziwie zarabiać i wyrwać się ze spirali nakazów państwa oraz monopolistycznych praktyk transferujących największe zyski do grupy pośredników, co jest niekorzystne i dla producenta, i dla konsumenta.

 

dr Bartosz Józwiak
prezes Unii Polityki Realnej

 

Źródło: Idź Pod Prąd

Skomentuj