Archeolog.pl: Polska archeologia potrzebuje zmian

Gru 14, 2011   //   by Redakcja   //   Artykuły, Blog, Publicystyka, Wywiady  //  Brak komentarzy

Z Dr. Bartoszem Jóźwiakiem prezesem Unii Polityki Realnej, archeologiem rozmawia Robert Wit Wyrostkiewicz z Archeolog.pl.

RWW: Niedawno napisał Pan, że archeolodzy, a zwłaszcza służby konserwatorskie naszpikowane są układami i układzikami. Jednym słowem według Pana nie chodzi o dziedzictwo archeologiczne, ale o kasę. Na jakiej podstawie feruje Pan tak mocne zarzuty?

BJ: Pana pytanie zawiera w zasadzie dwie odmienne części. Co do pierwszej, to rzeczywiście w swej wypowiedzi wskazałem na istnienie pewnych, nazwijmy to patologicznych, sytuacji, wynikających z aktualnego stanu prawnych regulacji, dotyczących służb konserwatorskich oraz samej archeologii jako elementu funkcjonującego w ścisłej kooperacji z tymi służbami, ale też jako specyficznego środowiska zawodowego.

To miało zresztą na celu wywołanie efektu emocjonalnego, który zmusiłby, przynajmniej niektórych, do refleksji nad stanem tych środowisk. Z drugiej strony moja wypowiedź była podyktowana przysłowiowym przelaniem się miarki goryczy, czyli absurdów i naginania lub najzwyczajniejszego obchodzenia przepisów oraz norm. I takie rzeczywiście są fakty.

Ja swoją karierę wykopaliskową zaczynałem w 1996 r. Od 1997 r. prowadziłem samodzielne badania wykopaliskowe. Brałem udział we wszystkich rodzajach badań archeologicznych, stacjonarnych i ratowniczych ( w tym i zagranicznych). W zasadzie mogę powiedzieć, iż sumując wszystkie miesiące, na badaniach spędziłem 5 lat życia. Prowadzę zajęcia z metodyki badań terenowych ze studentami archeologii, a przez 7 lat byłem opiekunem praktyk studenckich na Uniwersytecie.

Znam archeologię od podszewki. Widziałem jej wzloty i upadki: świetne badania, ale i sytuacje żenujące oraz szokujące. Dlatego myślę, że mam prawo wypowiadać się o stanie samej archeologii i środowiska archeologów. Długo liczyłem na to, że samoistnie wejdzie ona na tory nowoczesności i wyjdzie z dusznego postsowieckiego kłębka wzajemnych układów. Ale jak widać nie. O moim wejściu w temat konieczności drastycznej reformy przesądziły sytuacje, z którymi trudno mi się było pogodzić, np. wyznaczanie dyplomowanemu archeologowi z doświadczeniem, wbrew prawu, konsultanta, który nie tylko nie miał uprawnień, ale nawet nie był archeologiem (to ta osoba miała decydować o systemie i metodyce badań!), narzucanie wykonawców komercyjnych analiz, naciąganie inwestorów na badanie obszarów bez osadnictwa archeologicznego (tu szczególnie stwierdzenie: „co się pan martwi, przecież nie pan za to płaci” – kierowane do archeologa), rzucanie inwestorom kłód pod nogi (utrudnianie realizacji inwestycji w imię interesów innej grupy lub środowiska, czy zawierania w pozwoleniach na badania różnych warunków, uzależniając je od tego, kto będzie je wykonywał), nie skreślanie z rejestru fikcyjnych stanowisk, nawet jeśli po zrobieniu na nich sondażowych badań prowadzący te badania wydał opinię, że nie istnieje tam stanowisko archeologiczne, zwykłe straszenie inwestorów (co prowadzi do fatalnego odbioru środowiska w społeczeństwie), opóźnianie procedur czy utrudnianie archeologom pracy (np. wymóg notarialnego potwierdzenia dyplomu ukończenia studiów, który stawia się archeologom z kilkunasto- lub nawet kilkudziesięcioletnią praktyką zawodową, będącymi wykładowcami akademickimi i legitymującymi się tytułami naukowymi – kompletna fantasmagoria z punktu widzenia prawa itp.). Gdzieś jest granica przyzwoitości lub wytrzymałości. I moim zdaniem w wielu miejscach jest ona notorycznie przekraczana. Dlatego musi nastąpić kompleksowa zmiana przepisów i filozofii funkcjonowania służby ochrony zabytków oraz wielu grup archeologów.

ciąg dalszy wywiadu: serwis archeolog.pl

Skomentuj