Kiedy emocje dominują, rozum śpi.

lis 23, 2014   //   by Bartosz Józwiak   //   Aktualności  //  Brak komentarzy

Nie będę tu komentował akcji dziennikarskiej Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna w siedzibie PKW, choć mam akurat dość jasne zdanie na temat całego zajścia i jest ono w zasadzie zbieżne z tym, co akcentuje redaktor Rafał A. Ziemkiewicz. Chciałbym jednak w kilku zdaniach odnieść się do działań stricte politycznych, jakie miały tam miejsce, a które moim zdaniem poważnie zdemolowały fundamenty niektórych politycznych projektów. I nie tyle chcę tu opisać kompleksowo całe zajście, co krótko wskazać na kilka efektów i konsekwencji ulegania emocjom, a nie racjonalnej analizie rozumu.
Akcja bardzo rozsądnego protestu w wielu miastach przeciwko skandalowi wyborczemu, w Warszawie stała się niestety eskalacją emocji, w wyniku których część liderujących jej osób dała się sprowokować i weszła do siedziby PKW. Samo zajście było bardzo przykre, gdyż niestety idealnie wpisywało się w lansowany w mediach zły wizerunek naszego środowiska. Ale dodatkowo, jeszcze przed tym zamieszaniem, nastąpiło polityczne harakiri, które sprowokowali sami liderzy, a którego uśmiechniętym triumfatorem był lider zupełnie innego, kompletnie nienarodowego środowiska. Ktoś, kto na dziecinnych błędach swoich „dobroczyńców”, zbił największy kapitał polityczny, jaki można było zbić w zaistniałej sytuacji. Kilkoma słowami i jednym gestem (ale w wyniku wcześniejszych wytężonych prac swojego współpracownika i naiwności bądź też brakowi realizmu drugiej strony lub jej części) wciągnął i podtopił w bagienku cały nowo kreujący się obóz. Bardzo przykro było oglądać tą fatalną porażkę naszego środowiska w starciu z politycznym realizmem.
Mieliśmy więc klasyczny przykład jak polityczni cwaniacy ograli młodych. Najpierw wciągając ich w hucpę, a później wskazując palcem: „proszę zobaczyć: oto winni burd!” oraz określając ich dosadnymi słowami, wygrali na tym wszystko co mogli. Tyle tylko, że to nie jest tak, że ktoś jest wciągany bezwolnie. Każde takie „ogranie” jest konsekwencją wcześniejszych błędów. Powiem tak: skoro idzie się do łóżka z kobrą, trudno płakać, że zostało się ugryzionym. Ktoś taki plan podał, ktoś go lansował, ktoś go firmował. I … no właśnie. I teraz trzeba go ocenić.
Pamiętajmy, że czym innym jest wieloelementowy protest przeciwko skandalicznym działaniom PKW (a tak naprawdę państwa, które istnieje już „tylko teoretycznie”), czym innym zaś wdawanie się w bezsensowną rozróbę, która niweczy budowany od dłuższego czasu wizerunek danej formacji, a przez brak konsultacji, niszczy także inne projekty przez nią kreowane, dodatkowo wywołując fatalny odbiór społeczny, ale co najważniejsze – jest niebywale pożądana przez przyciśniętych do muru winowajców afery wyborczej i niejako idealnie wpasowuje się w ich program ratunkowy. Emocje to nie jest dojrzałość polityczna. Kiedy zaczynają przysłaniać realizm, to wygrywają na tym jedynie polityczni przeciwnicy i konkurenci. Dalsze zaś brnięcie w przysłowiowe bagno, aby tylko nie przyznać się do błędu, jest już brakiem odpowiedzialności. Dlatego musimy sobie uświadomić, że pod PKW coś się jednak stało. I to coś poważnego, nad czym nie można przejść obok, gdyż konsekwencje dotkną całą formację. Skompromitowała się koncepcja, która chciała pójść na skróty miast trzymać się fundamentów ustalonych na początku. I to właśnie zostawiam pod rozwagę i ku przemyśleniu wszystkim, którzy chcą budować nową jakość. Wszystkim, którzy odpowiadają za wyznaczanie drogi.

Comments are closed.