Ruiny to jeszcze nie koniec świata

mar 10, 2012   //   by Bartosz Józwiak   //   Artykuły, Blog, Komentarze, Publicystyka  //  Brak komentarzy

Prawica na gruncie kultury, a także częściowo nauki oraz edukacji, już dawno ogłosiła kompletną kapitulację. Oddała pole bez jednego wystrzału Ostatnie wybory, jak i czas po nich, wreszcie – zdaje się – poruszyły polską prawicę wraz z jej intelektualnym zapleczem oraz zmusiły do próby dostrzeżenia fundamentalnych przyczyn jej słabej kondycji w czasach „postpolitycznych”.

W części środowisk prawicowych powoli zaczyna się przebijać świadomość, że przyczyną takiego stanu rzeczy, a w konsekwencji kolejnych porażek wyborczych, nie jest jakaś wybitna moc polityczna lewicy czy koniunkturalistów i geszefciarzy z Platformy Obywatelskiej. Myśląc więc konsekwentnie, remedium na ten stan to nie jakieś kompletnie kuriozalne oraz intelektualnie kompromitujące przejmowanie elektoratu lewicy czy centrolewicy (kalambur rodem z Nibylandii), ale nie jest nim także wyostrzanie kierunku i wiara w moc żelaznego elektoratu. To drogi, które lekarz z SLD czy PO zaleciłby polskiej prawicy z wielką radością (np. taki piewca nurtu „postinteligentnego”, jak pan Jarosław Makowski, przewodniczący Instytutu Obywatelskiego – takiego koszmarku promującego bezrefleksyjnie geniusz PO), aby przyspieszyć jej zgon.

Te działania, stosowane zresztą do tej pory przez prawicę, są bowiem kompletnie chybione, dlatego że zupełnie źle diagnozowała ona przyczyny braku swoich sukcesów, a także stałego, powolnego spadku znaczenia już nie tylko prawicowych partii politycznych, ale idei tego nurtu w ogóle.

Problem bowiem jest posadowiony (co zaczyna być już dostrzegane) nie tyle w sferze politycznej, ile w wychowawczo-światopoglądowej. A wynika on, jak już kilka razy pisałem w różnych tekstach, z całkowitego oddania tej sfery działalności lewicowym harcownikom i „budowniczym nowego ładu”. Prawica na gruncie kultury, a także częściowo nauki oraz edukacji, już dawno ogłosiła kompletną kapitulację. Oddała pole bez jednego wystrzału.

Z jednej strony część z nas uciekła w techniczne dywagacje ekonomiczne, szukając wszelkiego zbawienia w nieograniczonej wolności gospodarczej (pozbawionej niestety także ram etyczno-moralnych, a więc opatrzonej zasadniczym błędem prowadzącym do anarchii, przed którym zresztą bardzo dobitnie przestrzegał jeden z ideowych ojców polskiego konserwatywnego liberalizmu ś.p. Krzysztof Dzierżawski), uznając kulturę czy jej podobne rewiry za fanaberie, niegodne analitycznego oraz praktycznego umysłu bajania – mętne wody dla lewaków, bo przecież z gadania i tak nic im nie przyjdzie.

Z drugiej strony, prawicowi intelektualiści zaczęli uciekać w skrajność i ortodoksję poglądów, cyzelując teoretyczne figury systemów społeczno-politycznych w zupełnym oderwaniu od świata realnego, albowiem uznali go za niegodny przyjęcia krystalicznej nauki (tym samym zamknęli się w „warownym zamku”, „krynicy mądrości”, patrząc na świat z wyniosłych murów; niestety nie zauważyli, że świat dziś zapomniał w swym pędzie, że taki zamek w ogóle istnieje i że jest zamieszkany).

Niezależnie od przyczyn i pobudek takich wyborów, konsekwencją tych ruchów było pozbawienie się wpływu na kształtujące się społeczeństwo, wpływu na edukację i formowanie nowych pokoleń. Przez szereg lat krok po kroku młodzi byli nasączani lewicową nowomową, urabiani do konsystencji bezmyślnej masy, obywatela, o jakim marzyłby jakobiński bandyta Robespierre. Lewicowi intelektualiści, masoneria, internacjonaliści oraz cała masa innego intelektualnego mułu nie bardzo mieli przeciwwagę w debacie na wspomnianym polu. Tym samym dla kolejnych pokoleń stawali się wyrocznią, a ich poglądy jedynymi, jakie można było bez wielkiego wysiłku poznać. Stały się więc wykładnią obowiązującą, prawie że prawdą objawioną, a z tą się nie dyskutuje, tylko w nią wierzy. I to nie tyle z winy młodych, co wskutek prawicowych zaniechań. Tylko to było dla nich bowiem dostępne.

Dlatego dziś nie miejmy pretensji, że nasze myślenie, nasze ideały są przez wielu wyśmiewane, uznawane za fałszywe czy najzwyczajniej nieuznawane. One są dla nich fundamentalnie obce, niezrozumiałe. A odrzucanie tak klasyfikowanych poglądów oraz zasad jest typowe dla ludzkiej natury. To jakby od buszmena postawionego na środku Manhattanu wymagać zrozumienia i akceptacji nowego dlań świata. Jeśli to zrobi, pewnie jest najzwyczajniejszym wariatem. Takie zdiagnozowanie przyczyn aktualnego stanu rzeczy pozwala zrozumieć nieadekwatność środków stosowanych do jego zmiany oraz ciągłe porażki na tym polu. W konsekwencji zaniedbań prawicy oraz komfortowych warunków indoktrynacji dla lewicy dzisiejszy świat zamieszkuje już zupełnie obce dla nas środowisko pokoleniowe. Mieszka ono wśród ruin kultury, na gruzach wszystkiego, co dla nas cenne, i jest mu z tym dobrze. Tańczy na zgliszczach starego świata, delektuje się wolnością pojmowaną w libertyńskiej formie i grilluje ostatnie steki, bo liczy się dla niego tylko dziś. Tacy ludzie nie są w stanie nas zrozumieć. To są Marsjanie.

Cieszy mnie więc, że powoli na prawicy rodzi się tego świadomość (mówi się o deficycie patriotyzmu, o śmierci kultury, a nawet bije we własne piersi). Problem jednak polega na tym, aby teraz na kanwie kontemplacji tego pobojowiska, jakim jest postmodernistyczna Polska czy Europa lub Świat, nie popaść w melancholijną zadumę, nie pogrążyć się w wiecznym żałobnym lamencie, nie stanąć i nie zacząć „umierać, ale powoli”. Stagnacja i marazm, które miałyby doprowadzić do wiecznego przeżywania swoistego martyrologium prawicowego, byłyby w zasadzie pogrzebem dla prawicy. A przestrzegam przed tym, gdyż w nurcie uświadamiania sobie dotychczasowych uchybień pojawiają się też syndromy takiego właśnie wycofania się na pozycje żałobno-lamentacyjne.

Trzeba pamiętać, że ruiny nie stanowią jeszcze końca świata. Świat idei prawicowych przestał być rozumiany, ale naszą rolą jest teraz odwojować sferę kultury, oświaty, edukacji i rozpocząć budowę kompletnie nowego pokolenia, które zastąpi dzisiejszych nihilistów. Oni tworzą świat dekadencki, a my zbudować musimy pokolenie optymizmu oraz sił witalnych. Ludzi, którzy będą nas nie tylko rozumieli, ale będą umieli twórczo przekuć nasze idee w działania. Musimy przejąć rząd dusz. Z tego powodu właśnie kultura jest niezwykle ważna, a głupotą byłoby sprowadzanie jej do problemów drugiej lub trzeciej kategorii.

Świat społeczeństwa jest strukturą spójną, „unerwioną” niezliczoną siatką powiązań. Wyłączenie jednego elementu musi więc powodować destrukcję całości. A więc proponowany przez nas świat musi być kompletny, zajmować nas muszą wszystkie składowe oraz elementy. Bez tej pracy wszelkie inne próby odwojowania utraconych pozycji i odzyskanie władzy nie mają szans powodzenia.

Musimy sięgnąć do naszego typowego dla konserwatystów myślenia w kategoriach długiego czasu. My patrzymy daleko w przyszłość, to postmoderniści widzą tylko dzień dzisiejszy i boją się jutra. Boją się, bo nie mają wiary, a jedynie bożka „hedonizmu”.

 

dr Bartosz Józwiak
prezes Unii Polityki Realnej

tekst oryginalnie ukazał się w Podprad.org

Skomentuj