Emerytalne bajki technokratów​

lut 28, 2012   //   by Bartosz Józwiak   //   Artykuły, Blog, Publicystyka  //  Brak komentarzy

Dla nas, wolnościowców, nie może istnieć dyktat narzucania długości pracy. Samodecydowanie to podstawa naszej wolności. Pracuję ile chcę i odkładam na swoją emeryturę w sposób jaki uznaję za słuszny. Ideałem wolnego wyboru byłby system bez przymusu ubezpieczeń i wieku emerytalnego. Ale realnie patrząc na stan państwa, poziom refleksji i oczekiwania społeczne z jednej strony oraz biorąc pod uwagę rachunek ekonomiczny z drugiej, najbardziej realne na dziś wydaje się być rozwiązanie pośrednie, które jednak oddaje część „ducha wolnościowego”.

Tym rozwiązaniem jest system quasi kanadyjski: minimalna emerytura socjalna (być może nawet w pierwszym okresie, kiedy ciągle mamy stare zobowiązania zawarte przez państwo oraz ludzi funkcjonujących w starym systemie zusowskim, oparta o stałą, zryczałtowaną składkę; docelowo ta składka powinna się jednak zmniejszać wraz z poprawą kondycji finansowej państwa) oraz pełna wolność w decydowaniu o tym czy chcemy ją uzupełniać dodatkowym ubezpieczeniem i w jakiej formie. Wtedy nie ma argumentu o istnieniu obywateli nieudolnych, nie mających środków do życia, ale i zarzutu o pełny przymus ubezpieczeń.

​Podnoszenie wieku emerytalnego bez gruntownej reformy całego systemu (a w zasadzie jego likwidacji) to totalna głupota i nie przyniesie to ani wyższych emerytur (te bajania to wierutna bzdura; wystarczy zdrowy rozsądek i matematyka, aby uznać to za bajki), ani nie uratuje bankrutującego sytemu. To jest łatanie dziury na tą chwilę. W długiej perspektywie czasu doprowadzi zaś do jeszcze boleśniejszego krachu. Ale to już Donalda Tuska i PO nie interesuje, albowiem ta “wielka reforma emerytalna” ta “reformatorska odwaga” premiera to nic innego jak kolejny przykład myślenia dojutrkowego, nieodpowiedzialności, braku dalekosiężnej wizji rozwoju kraju, i najzwyczajniejsze oszukiwanie rzeczywistości. Jedyny zysk jaki sobie rząd założył to to, iż im dłużej pracujemy, tym więcej od nas wymusi daniny na ZUS i tym mniej nam później wypłaci jałmużny emerytalnej, gdyż znacznie krócej będziemy ewentualnie pobierali te głodowe emerytury (jeśli dołożyć do tego poziom naszej służby zdrowia to nie mamy szans na długie życie po okresie przymusowej pracy).

Jest to więc gra bardzo tandetna oparta na najniższych pobudkach i kolejny przykład (obok obniżenia wieku przymusu szkolnego) pokazujący, że obywatele są dla rządu tylko stadem do maksymalnej eksploatacji, nie mającym żadnych praw, ani potrzeb.

To myślenie świetnie pasuje do “nowego wspaniałego świata” jaki od dłuższego czasu szykują nam lewicowi pseudointelektualiści, piewcy ordynarnej wolności libertyńskiej oraz technokratycznej inżynierii społecznej. Świetnie opisują tą ułudę reform PO tacy publicyści i politycy jak: Marek Łangalis (członek UPR) np. w “Naszym Dzienniku” czy ostatnio “Najwyższym Czasie”, ale i Robert Gwiazdowski (z Centrum im. A. Smitha) w “Rzeczpospolitej” oraz Wicepremier Waldemar Pawlak w swoich ostatnich wypowiedziach.

Przykre tylko, że tak wielu podobno “liberalnych” ekonomistów czy niby wolnorynkowych dziennikarzy (z redaktorem i częścią redakcji “Rzeczpospolitej” – tu nawet słyszeliśmy o tym, że jeśli Premier powyższy wiek emerytalny to już wszystkie błędy zostaną mu wybaczone i nic więcej nie musi robić aby zasłużyć na pochwały -, o innych dziennikach nie wspominając), próbuje uznawać ten zabieg za zbawczy i konieczny. Szczególnie kuriozalnym jest zaś fakt używania jako argumentu stwierdzeń w typie: tak robi dziś cała Europa. To typowy wytrych, który zdaje się dla niektórych komentatorów zastępować logikę i myślenie oraz uzasadniać wprowadzanie wszelkiego rodzaju bzdur. To tylko świadczy o ich dalekosiężności spojrzenia. Boże chroń nas przed takimi „wolnościowcami” w ekonomii. ​

Dlatego UPR podwyższaniu wieku emerytalnego na takich warunkach jakie proponuje PO mówi jednoznacznie nie. I popiera (wpisane we własny program i głoszone przez siebie od dawna) koncepcje zmierzające do zniesienia przymusu ubezpieczeń. Popieramy koncepcję wprowadzenia systemu kanadyjskiego (czy może raczej quasi kanadyjskiego – albowiem bez rozbudowanego sytemu socjalnego obejmującego osoby deklarując trwałą niezdolność do pracy np. z powodów mentalnościowych). Stajemy tu w jednym szeregu z Centrum im. Adama Smitha, Instytutem Jagiellońskim, Fundacją Republikańską, czy Posłami (np. Przemysław Wipler) i członkami rządu (Wicepremier Waldemar Pawlak), którzy podobnie jak my dostrzegają całą ułudę i fikcje pomysłów PO.

Nie negujemy potrzeby reform. Ale nie zamierzamy zmuszać obywateli do płacenia za dobre samopoczucie rządzących.

dr Bartosz Józwiak
prezes Unii Polityki Realnej

 

A jeszcze w 2010 roku Bronisław Komorowski gorliwie obiecywał:

Skomentuj