Kali mistrzem duchowym PO, a dla nas nowe święto.

sty 31, 2012   //   by Bartosz Józwiak   //   Artykuły, Blog, Publicystyka  //  Brak komentarzy

Bardzo ciekawe, ale i symptomatyczne dla ekipy rządzącej, która świetnie opanowała i promuje tzw. „logikę Kalego”, jest oburzenie na jakikolwiek element krytyki swej nieomylności. W oryginalnej, sienkiewiczowskiej i niezapomnianej wersji, logika ta mówiła mniej więcej tyle, że „jak Kali ukraść krowę to dobrze, a jak Kalemu ukraść krowę to źle”. Czyli w tłumaczeniu na język „salonowy”: jak najbardziej uprawomocnione jest istnienie dwóch sprawiedliwości, dwóch różnych odniesień – jedna obowiązuje nas, a inna naszych przeciwników lub adwersarzy.

Ta dewiza jest w zasadzie lejtmotivem rządu PO – PSL od samego początku. Nawet wypadałoby się być może pokusić o szerszą analizę genezy tego zjawiska i celu, jaki jest na tej drodze do osiągnięcia, albowiem, być może tkwi w tym „głębsza filozofia” życia politycznego, jaką sobie uroił nasz Premier. To jednak jest zadanie na osobny, obszerny tekst, zahaczający o złożone sprawy z dziedziny psychologii i nie tylko. Tu i teraz nie czas więc go roztrząsać, gdyż w takich tematach powierzchowne omówienie jest gorsze niż przemilczenie.

Wracając jednak do tego specyficznego rozdwojenia pojmowania sprawiedliwości, którego ojcem założycielem, a przynajmniej jasnym wyrazicielem, był przesympatyczny skądinąd sienkiewiczowski mieszkaniec Czarnego Lądu (nie wiem, dlaczego ostatnio tak rzadko używa się tej nad wyraz ekscytującej każdego miłośnika przygody i egzotyki nazwy), które w rządowej odmianie wyraża się bardzo wyraźnym dyhotomizmem w przyznawaniu praw i obowiązków poszczególnym podmiotom życia politycznego (ale i społecznego w ogóle), należy zauważyć, iż ostatnio w ten jasno poukładany świat wkrada się nieco nieprzewidzianego chaosu.

Oczywiście nie trzeba się specjalnie wysilać, ani być zbytnio oczytanym, czy też wysoce zorientowanym w codziennym życiu naszego salonu politycznego, aby zrazu wiedzieć, iż winę za ten zgrzyt ponosi wszelkiej maści opozycja, oportunistyczny naród (cóż za obrzydliwe słowo; Pan Premier nawet się go wstydzi), czy też wszelkie siły przyrody, które jak nigdy nikogo, tak od lat atakują naszego „genialnego wodza”. A cóż to za zgrzyt? Zobaczmy.

Zimę mamy tego roku taką, jaką wymarzyliby sobie zaklinacze i czarnoksiężnicy od „globalnego ocieplenia” i inni ekobiznesmeni (to niby ratuje posadę niejakiemu Nowakowi Sławomirowi – choć i tak jak tylko jeden dzień padał śnieg, to już paraliż drogowy zaglądał nam w oczy; Pan Minister oczywiście sam nie odśnieży dróg, ale za coś jednak odpowiada – wydawało mi się, że za infrastrukturę, do której drogi przynależą; chyba, że się mylę), ale zapewne spodziewano się większych mrozów, więc oszczędzono Premiera Tuska i falę protestów zapowiedziano dopiero na wiosnę. I tu tkwi problem. Dla PO i rządu to za wcześnie.

Przecież w ich poukładanym świecie strajki powinny przyjść dopiero wtedy, gdy władzę na zgliszczach kraju, po jego dewastacji dokonanej w czasie zabaw grupy Pana Premiera, przejmie opozycja. Najlepiej PiS, bo to wróg swój własny, znany i przewidywalny. I to najlepiej w aktualnej wersji. Jakieś młode, „rześkie” grupy w tej partii, czy też, nie daj Bóg, jakaś nowa konstruktywna gospodarczo i wyrazista światopoglądowo prawica, mogłyby być nieprzewidywalne oraz trudne do przerobienia na obraz i podobieństwo „postczłowieka”, nakreślony już dawno w brukselskich biurach projektowych przyszłości. A tu nagle NSZZ Solidarność, OPZZ, górnicy, część służb mundurowych mają czelność ogłaszać, że nie przyjmują do wiadomości nieomylności i geniuszu Premiera i jego partii i ogłaszają protesty. Chcą jakichś referendów itp. fanaberii. Posuwają się nawet do tak obrazoburczych stwierdzeń, jak rzucenie Panu Premierowi w oczy „Sielanka się skończyła!” – jak zrobił to Przewodniczący NSZZ Solidarność, Piotr Duda. A co najgorsze, mają też czelność grozić protestami w trakcie Euro 2012 (piszą o tym donosy do Pana Platiniego)!!! Chcą zepsuć naszemu „piłkarzowi” jego ukochaną zabawkę (czyli coś, co też nadpsuł, ale co jeszcze chyba udaje sprawne).

Takie nieuczciwe postępowanie wobec rządu nie może ujść płazem. Nie wolno tego robić. Zaraz więc w płaczliwe tony i lamenty ozwali się obrońcy Premiera (jakoś dziwnie milczy Poseł Niesiołowski, ale to może być związane z tym, że pokłady zatrutej substancji, u niektórych zwanych jadem, a u innych pozytywną polityczną ekspresją, muszą co jakiś czas zostać uzupełnione). Oburza się więc Poseł Neumann, jak tak można, reformy są trudne, ale musimy je przeprowadzić. Jak można psuć Euro, „to przecież narodowe święto”. I człowiek nie wie, śmiać się czy płakać. Pochylać się nad brakiem logiki, czy odsyłać do pewnych specjalistów. Reformy są trudne, ale musimy je przeprowadzić! Pusty śmiech. Już pomijam, że żadnych reform ten rząd nie przeprowadza, gdyż nie dość, że jedyne, co robi to łatanie dziur, które sam zrobił, to jeszcze robi to z przymusu, czysto zewnętrznego. Reformy to zmiany strukturalne i gruntowne w funkcjonowaniu wszelkich dziedzin państwa, a nie podwyższanie podatków, kreatywna księgowość, przesuwanie pieniędzy z kupki na kupkę, czy ukrywanie rzeczywistej skali zadłużenia. A skoro tak bardzo nie podoba się rządowi, że ten niecny proceder, słusznie zresztą, wywoła protesty i to w czasie trwania jego „ukochanego dziecka”, czyli Euro 2012, to dlaczego, tacy „geniusze planowania na wiele lat w przód” nie zaczęli reform na początku poprzedniej kadencji?

Albowiem sytuacja ich do tego nie zmusiła, a w przypadku lenia to jedyna motywacja do działania, choć oczywiście nader często, zamiast posprzątać pokój, pozamiata on brudy pod kanapę (i to czyni właśnie nasz „wielki reformator”). Z tym, że w tym całym oburzeniu nie to mnie uderzyło. To, o czym napisałem było przewidywalne. Jak PO zachęca do buntu przeciw krzyżowi, PiS, opozycji itp. to dobrze, ale jak ktoś śmie protestować przeciw niej, to jest niedopuszczalne. Uczniowie naszego drogiego Kalego w czystej formie. A nawet jej twórczy kontynuatorzy, którzy jakby tylko im pozwolić, to doprowadziliby jego logikę do takiego poziomu, że i sam Kali by się przestraszył. Zgubność ostatecznej wiary w etykę Kalego Premier albo pozna na własnej skórze i to dotkliwie, albo może wytłumaczy mu jej sens choćby Pan Poseł Godsoon, który jak czytałem kiedyś w felietonie Redaktora Lisiewicza w „Gazecie Polskiej”, zdaje się opowiadał swego czasu coś o kurach znikających w jego rodzinnej wiosce i swoich przygodach wynikających z tych wydarzeń. W tym oburzeniu najbardziej szokujące jest stwierdzenie: „to przecież święto narodowe”!!!

A więc już nie nowa świecka tradycja, którą z taką celnością obśmiewał Stanisław Bareja, ale nowe święto narodowe funduje nam nasza Partia. Dzieci w szkołach zapewne będą się uczyły o tym nowym święcie pod nazwą Euro 2012, flagi będziemy wywieszać (zapewne nie narodowe, bo skoro Euro, to trzeba będzie wywieszać te niebieskie szmatki z gwiazdkami). Dobrze, że posłowie PO jeszcze pamiętają światłe czasy Edwarda „I Szorstkowłosego” Gierka (do których zresztą w swych rządach twórczo nawiązują), bo jak znalazł będą tu i akademie ku czci i pamięci, a może też jakiś pochodzik przed trybuną honorową, na której będzie się puszył Pan Premier (to mu nawet wychodzi, choć często budzi raczej politowanie niż zachwyt). Niestety bez parady wojskowej, bo wojsko do tego czasu rząd wykończy, a dowództwo (a raczej jego resztki) wyginą w tzw. katastrofach lotniczych. I w tym kontekście już rozumiem, dlaczego tak bardzo passe jest dla Premiera i jego wiernej gwardii pretorian słowo Naród.

Skoro nowym świętem ma być Euro, to gdzie tu miejsce na jakiś zaścianek narodowej smuty, jakieś wstecznictwo i gadanina o polskości? Nad nowym świętem „dojutrkowych” elit zabrzmi „Oda do radości” i zatrzepocze nowy sztandar niebieski z grillem otoczonym gwiazdkami w środku; na grillu niestety już nie będzie nic. A przy okazji, aby się ilość dni wolnych zgadzała (bo nowe święto potrwa znacznie dłużej niż te obmierzłe tradycyjne) zlikwiduje się Trzech Króli, Wielkanoc (przecież PO nie będzie się nikomu kłaniała; no chyba, że w czasie kampanii wyborczej; wtedy zrobi to przed każdym), 3 Maja, Matki Boskiej Królowej Polski, Wszystkich Świętych i nade wszystko 11 Listopada, aby raz na zawsze uciąć te bandyckie marsze faszystów i chuliganów. I zapanuje ład i sielanka z „premierowskiego” snu.

Ale tu sen się kończy. I radzę Panu Neumanowi najpierw trzy razy pomyśleć, zanim zacznie pleść trzy po trzy na temat tego, że jakieś tam Mistrzostwa Europy w piłce kopanej są świętem narodowym (i mówię to ja, kibic piłkarski, który na stadionach bywał wielokrotnie częściej, niż Pan Poseł w Sejmie). Na taką bzdurę nie zdecydowałby się żaden kraj, których już wiele gościło takie rozgrywki. Wszędzie było to co najwyżej święto piłkarskie. Bo kraje te mają do siebie szacunek i nie kupczą godnością niczym straganiarze pietruszką (z całym szacunkiem do straganiarzy, którzy budują swoje małe przedsiębiorstwa dociskani przez rząd butem fiskalizmu i głupich przepisów). Ale, i będę to powtarzał do znudzenia, jaki rząd, takie i poczucie godności swego narodu i dumy z kraju, którym rządzi. W konsekwencji tych dwóch spraw, taki rząd ustala też godne siebie święta narodowe (śledząc spadek poziomu prezentowanego przez nasza władzę – od zera do minus nieskończoności – niedługo naszym świętem narodowym będzie dzień, w którym nasz kraj odwiedzi jakiś muzyk lub śpiewaczka; był już taki minister, który biegał za pewnym, nieżyjącym dziś piosenkarzem, aby mu wcisnąć swą „genialną” książkę oraz prezydent, który aż przebierał nogami, aby mu udzielić audiencji).

dr Bartosz Józwiak
prezes Unii Polityki Realnej

 

tekst pierwotnie opublikowany na portalu POLACY-ONLINE.PL

Skomentuj